REKLAMA

 

 
 

Aktualności

Wspomnienie o burmistrzu Zdzisławie Tuderku Opublikowano: piątek, 18, sierpień 2017 21:11

Jak ten czas szybko leci… 19 sierpnia minie 5 lat od śmierci długoletniego burmistrza Wałcza Zdzisława Tuderka. Jak go zapamiętali przyjaciele, współpracownicy, bliżsi i dalsi znajomi?

Janusz Różański, były starosta wałecki, szef powiatowych struktur SLD.

Poznaliśmy się w 1964 roku, kiedy przyjechał do Wałcza jako młody nauczyciel. Uczył mnie przysposobienia obronnego w Liceum Ogólnokształcącym im. Kazimierza Wielkiego. Później zaprzyjaźniliśmy się i ta przyjaźń przetrwała do końca, czyli 48 lat.

W latach 60. był dobrym piłkarzem wałeckiego „Orła”, a w latach 70. i 80. był kierownikiem sekcji lekkoatletycznej „Orła”. Był wspaniałym humanistą i twórcą wałeckiego turnieju recytatorskiego „Zwycięstwo”. Mało kto wie, że w latach 80.  Zdzisław Tuderek był członkiem 15-osobowej Narodowej Rady Kultury w Warszawie. W 1993 roku startował do Parlamentu. Zabrakło mu niewiele głosów i później wspominał, że dobrze się stało, bo nie byłby burmistrzem Wałcza.

Pamiętam go jako człowieka bardzo pracowitego. Jako człowiek lewicy był bardzo wrażliwy na niesprawiedliwość i krzywdę ludzką. Pamiętam nasze wspólne starania o powołanie PWSZ, strefy ekonomicznej  i przynależność do województwa zachodniopomorskiego. Pamiętam jak potrafił do mnie zadzwonić w nocy ze spotkania towarzyskiego, żebym rozstrzygnął jakiś spór na temat Wałcza. Spotykaliśmy się też na imieninach u siebie.

W każdą rocznicę śmierci spotykamy się z gronem przyjaciół przy jego grobie. Brakuje mi go bardzo. Mieszkańcy też z pewnością za nim tęsknią.

Roman Gniot, dawny naczelnik Wydziału Promocji i Rozwoju Gospodarczego wałeckiego ratusza, były szef biura Stowarzyszenia Gmin Pojezierza Wałeckiego.

Z panem burmistrzem Zdzisławem Tuderkiem zetknąłem się po raz pierwszy w połowie lat 60. Byłem wówczas uczniem Liceum ogólnokształcącego im. Kazimierza Wielkiego w Wałczu a on zjawił się w szkole jako młody nauczyciel, absolwent polonistyki w Krakowie. Po zdaniu matury wyjechałem do Poznania na kilka lat studiować ekonomię. Nasze kontakty były raczej okazjonalne, choć zawsze łączyło nas zrozumienie dla wielu ważnych spraw dla Wałcza, jego mieszkańców oraz wzajemna sympatia, zupełnie bezinteresowna, wynikająca z podobnych, humanistycznych dusz.

Pana burmistrza Tuderka poznałem dużo lepiej podczas pracy w Urzędzie Miasta, trwało to prawie 19 lat. Codzienne kontakty służbowe, załatwiane sprawy, rozwiązywane problemy miasta i mieszkańców uzmysłowiły mi, że jest to człowiek o niezwykłej wiedzy, dużym doświadczeniu życiowym i fenomenalnej wręcz intuicji. Potrafił dokonywać takich wyborów, które okazywały się najlepsze przy osiąganiu zamierzonego celu. Najbardziej korzystał na tym Wałcz, który za jego rządów bardzo zmienił swoje oblicze, bardzo wypiękniał. Bardzo kochał to miasto i wyjątkowo szanował jego mieszkańców. Pozdrawiał wszystkich, podawał rękę, rozmawiał i znał ich problemy. Z kolei mieszkańcy odwzajemniali się jemu masowym poparciem wyborczym, choć wszyscy wiemy, że unikał natrętnych kampanii wyborczych.

Również jako pracownicy Urzędu Miasta byliśmy otoczeni jego ojcowską, mądrą opieką i przyjaźnią. Imponowała mi jego zdolność popularyzacji wiedzy (zachęcał wiele moich koleżanek i kolegów do podjęcia i ukończenia studiów) i umiejętność logicznej argumentacji. Mówił pięknym polskim językiem i wspaniale przemawiał.

Nie wymienię jego wszystkich zalet, ale wiem, że miałem szczęście spotkać na swojej drodze człowieka niezwykłego formatu. Za życia darzyłem Zdzisława Tuderka szacunkiem, uznaniem i sympatią, a po jego śmierci oddaję  hołd i czuję głęboką wdzięczność za to, co w swoim życiu zrobił. 5 lat temu odszedł od nas. W mojej pamięci pozostał jako mistrz i przyjaciel.

Ewa Spychalska, była sekretarką burmistrza Zdzisława Tuderka, aktualnie szefowa Urzędu Stanu Cywilnego UM w Wałczu.

Od 2000 do 2005 roku pracowałam jako sekretarka/asystentka pana burmistrza Zdzisława Tuderka, którego wspominam jako wspaniałego, ciepłego człowieka, pełnego poczucia humoru i wielkiego dyplomatę. Wiele się od niego nauczyłam, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Praca z panem burmistrzem była intensywna. Mnóstwo spotkań, telefonów i prowadzonych spraw. Któregoś razu poprosiłam pana burmistrza o regał na segregatory, skwitował to krótko: „Jak gromadzisz rzeczy to znak, że zaczynasz się starzeć”…

W Urzędzie Miasta często gościły różne delegacje, ale jedna utkwiła mi najbardziej w pamięci. Około 15 młodych, wysokich, przystojnych panów mundurowych ze straży pożarnej
 z zaprzyjaźnionego miasta z Niemiec. Pan burmistrz oprowadzał  ich po urzędzie. Gdy zatrzymał się w sekretariacie, panowie stanęli w półkolu, burmistrz w środku, no i ja młoda, speszona sekretarka tak bardzo zajęta swoja pracą. Z głową spuszczoną, z wypiekami na twarzy próbowałam się skupić i skończyć rozpoczętą pracę. Zapanowała prawie grobowa, niezręczna cisza, którą przerwał w końcu burmistrz słowami: „no powiedz coś”. Więc ja krótko: „Wir haben schönes Wetter heute“ - „Mamy dzisiaj ładną pogodę“ i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

Ryszard Sikora, były burmistrz Jastrowia.

Znałem go przez wiele lat, zawsze radosny, uśmiechnięty i życzliwy ludziom. Razem organizowaliśmy Stowarzyszenie Gmin Pojezierza Wałeckiego. Często się spotykaliśmy. Był człowiekiem z dużą wiedzą, konkretny i zawsze merytorycznie przygotowany. Szanowany i bardzo lubiany jako wieloletni nauczyciel i burmistrz. Był moim przyjacielem, szanowanym i lubianym starszym kolegą. Bardzo często go wspominam. Wałcz stracił zacnego, wspaniałego człowieka.

Maciej Zaręba, długoletni zastępca burmistrza.

Burmistrz  Zdzisław Tuderek pozostanie na zawsze w mej pamięci. Mam wobec  niego dług wdzięczności.  Przez 18  lat  był nie tylko moim bezpośrednim szefem,  ale również przykładem, jaki powinien  być samorządowiec i polityk, jak powinien  traktować  swoją pracę, a przede wszystkim ludzi.  Poznałem go jako uczeń Liceum Ogólnokształcącego w Wałczu. Wśród uczniów wzbudzał respekt i szacunek, co mogą dziś potwierdzić jego ówcześni wychowankowie. Miał ogromną wiedzę, którą potrafił wspaniale przekazywać. Nietuzinkowy, pełen pasji człowiek.  Troszczył się o miasto, ale przede wszystkim o mieszkańców. Miał czas dla każdego, z każdym potrafił się przywitać i porozmawiać o problemach.

Był bardzo wymagający w stosunku do innych, bardzo dużo wymagał też od siebie. Często przeprowadzał gospodarską inspekcję  miasta… także w soboty  i  niedziele. W  poniedziałek wzywał odpowiedzialne osoby, zwracając im uwagę,  że tu trawa nieskoszona, a gdzie indziej jest zapadnięta studzienka. Dziś brakuje mi takiego  prawdziwego gospodarza.  Zachowałem jego zapiski, wręcz instrukcje, także te, które spisywał, w szpitalu walczył z chorobą. Jako pierwszy zastępca odwiedzałem go i często rozmawialiśmy. Instrukcje dotyczyły najbardziej palących spraw, związanych  z  przebiegiem inwestycji  a także trudnej współpracy z ówczesną Radą Miasta. Kiedyś po kolejnych atakach zadał mi pytanie, z którym nie wiedziałem co począć: „czego oni jeszcze chcą, przecież wiedzą że nie będę już startował w wyborach”? Nie odpowiedziałem,  bo była to raczej skarga niż pytanie.  Potrafił  jednak rozmawiać, a przede wszystkim słuchać argumentów swoich opozycjonistów. Nawet jak się z kimś nie zgadzał, potrafił  go wysłuchać.

W dniu pogrzebu, żegnając Zdzisława Tuderka, powiedziałem, że już nigdy Wałcz nie będzie miał takiego  burmistrza jak on. Wielka szkoda, że odszedł. W lipcu tego roku z kilkoma  entuzjastami  założyliśmy stowarzyszenie „Lepszy Wałcz”. Będziemy się starali  m.in. o upamiętnianie i docenienie postaci  szczególnie zasłużonych dla naszego miasta,  które dbały lub dbają o to, by Wałcz był lepszy.  Z całą pewnością  śp. Burmistrz Zdzisław Tuderek   do takich  zasłużonych  osób należy.

Wysłuchał, spisał i do spisania wspomnień namówił innych (oraz siebie) Marcin Koniecko.

Pana Zdzisława pamiętam z dzieciństwa, bo moi rodzice mieli obok niego ogród działkowy w Przybkowie. Spędzałem tam wszystkie wakacje do połowy lat 80. Na studiach, gdy przyjeżdżałem do Wałcza, pan Tuderek dał mi dwa razy skrzynkę jabłek ze swojego ogrodu. Niepryskane, zdrowe, pyszne owoce.

Gdy jako młody dziennikarz pracowałem dla „Kuriera Szczecińskiego”, trochę mu dokuczałem. Nie chciałem go traktować ulgowo ze względu na znajomość (i te jabłka). Obrażał się za niektóre teksty, ale na krótko. Czasami mnie chwalił. Czasami dokuczał. Czasami groził palcem (czasami zasłużenie). A czasami przysłał do mojego domu krótki list z życzeniami z okazji moich imienin na urzędowym piśmie z pieczątką (jeden z nich mam do dziś).

Był wspaniałym mówcą i rozmówcą. Piekielnie inteligentny i dowcipny zarazem. Kiedyś dość długo czekałem na niego w sekretariacie. Czas oczekiwania umilałem sobie na rozmowie z przesympatyczną sekretarką Ewą Spychalską, ale zaczęły mnie w końcu boleć nogi i ukląkłem na chwilę przed jej biurkiem. Akurat w tym momencie wszedł burmistrz. Patrzy na tę scenę i mówi: „w końcu pan redaktor zachował odpowiednią postawę przed urzędnikiem”.

Burmistrz Tuderek był bardzo popularny i lubiany przez wałczan, dlatego konkurenci polityczni nie mieli z nim żadnych szans podczas wyborów samorządowych. Jednak mało kto wie, że największych wrogów Z. Tuderek miał wśród swoich partyjnych „kolegów”. Szczególnie jeden z nich ciągle wbijał mu nóż w plecy. Tak bardzo chciał zająć jego miejsce, że kiedyś planował nawet sfingować wypadek. Plan był taki, że po bankiecie, w którym burmistrz wypija lampkę szampana i wsiada do swojej zielonej skody, ktoś wymusza kolizję i wzywa policję. Podobno wszystko było zapięte na ostatni guzik, ale podstawiony kierowca w ostatniej chwili się wycofał. Kilka dni później dowiedziałem się, że „ten skandaliczny wypadek” miała nagłośnić prasa.

 



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem