REKLAMA

 

 
 

Aktualności

Jego Magnificencja mniej oficjalnie Opublikowano: czwartek, 14, wrzesień 2017 13:50

Rozmowa z dr. Dariuszem Skalskim, rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Wałczu.

Nie wiem jak mam się zwracać do… no właśnie.  Proszę pana? Panie rektorze? Jego Magnificencjo?

- Najprostsza forma komunikacji jest zawsze najlepsza.

To ja tak trochę na „pan”, a trochę na „panie rektorze”.

- Może być  (śmiech). Magnificencję zostawimy na oficjalne uroczystości.

Jak pan znalazł się w Wałczu?

- To długa historia. Uczuciowo Wałcz znam od 1992 roku, gdy na studiach w Poznaniu poznałem moją żonę, rodowitą wałczankę. Z Wałczem byłem też związany zawodowo. W latach 1997-2000 zdobywałem wiedzę w szkole oficerskiej i tak się złożyło, że swoją praktykę zawodową odbywałem właśnie w tutejszej jednostce policji, gdzie przeszedłem wszystkie wydziały i uczyłem się oficerskiego rzemiosła.

Jak pan wspomina ten okres?

- To był bardzo sympatyczny czas.

Później była praca w Komendzie Wojewódzkiej w Poznaniu, a następnie duży skok do Komendy Głównej w Warszawie, gdzie zajmował się pan szeroko pojętą cyberprzestępczością. Proszę o tym opowiedzieć.

- W roku 2000 ukończyłem Wyższą Szkołę Policji w Szczytnie. Zostałem mianowany na pierwszy stopień oficerski i wróciłem do KW w Poznaniu do wydziału do walki z przestępczością gospodarczą. To były takie pierwsze komórki w Polsce, które zajmowały się m.in. przestępczością komputerową, intelektualną, bankową. W 2005 r. udało nam się przeprowadzić jedną z największych akcji w Polsce. To była kontrola operacyjna założona w Internecie, gdzie testowaliśmy nowatorskie rozwiązania. W wyniku tej akcji (koordynowanej przez Europol i Interpol) wytypowaliśmy około 500 osób z 52 krajów.

Coś pamiętam, bo było o tym głośno. Chodziło chyba o pedofilów?

- O zorganizowaną przestępczość związaną z produkcją i dystrybucją pornografii dziecięcej. Część  z tych osób okazała się aktywnymi pedofilami z Polski. Ta akcja spowodowała, że zostałem przeniesiony z Poznania do biura kryminalnego Komendy Głównej w Warszawie, gdzie zajmowałem się zwalczaniem wspomnianej kategorii przestępczości. W tym czasie zostałem też współautorem struktury do zwalczania cyberprzestępczości w Polsce.

I w 2011 roku nastąpiła „banicja” do Wałcza. Co się stało?

- Nie myślę tak, bo chyba nic strasznego się nie stało (śmiech). Odchodziłem z Warszawy doceniony z gratulacjami od komendanta. Na przyjazd do Wałcza składały się po prostu okoliczności. Tu przecież mieszkała moja żona z dwójką małych dzieci. Proszę dodać do tego mój 5-letni cykl, w którym o 4 rano w poniedziałek wyjeżdżałem do Warszawy i wracałem do domu o 22.00 w piątek co drugi tydzień ze względu na obowiązki służbowe. Musieliśmy w końcu podjąć z żoną decyzję, że albo mieszkamy razem w Warszawie, albo wracam do domu. I wybrałem powrót do domu.

No nie wierzę.

- Służba przynosiła mi bardzo dużo satysfakcji, ale w tym czasie pisałem też doktorat o cyberprzestępczości. Nie ukrywam, że wtedy zacząłem też myśleć o zostaniu nauczycielem akademickim. Praca na uczelni i rodzina na miejscu w Wałczu. To mi pasowało!

I po 6 latach, 1 września br. został pan rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Wałczu. Proszę przyjąć  moje gratulacje. Jak pan rektor czuje się w nowej roli?

- Jesteśmy na etapie budowania nowego podejścia uczelni w wielu obszarach.

Czym ta kadencja będzie się różnić? Mam oczywiście na myśli różnice w stylu zarządzania uczelnią przez pana rektora i dr hab. prof. nadzw. Jolantę Witek, która była rektorem PWSZ w Wałczu przez ostatnie 8 lat (teraz jest prorektorem ds. badań, współpracy i rozwoju).

- Chciałbym się bardziej otworzyć na studentów i tworzenie relacji z samorządem. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie wzorowa. Już zaczynamy organiczną pracę. Będziemy jeździć i docierać tam, gdzie jesteśmy i możemy być potrzebni. Ta uczelnia musi być dla regionu dużą wartością dodaną.

Dużo jest do zrobienia?

- Dużo. Płyną sygnały z wielu źródeł, że dobrze by było, gdyby w Wałczu można było ukończyć studia II stopnia. Nie ukrywam, że podjąłem już pierwsze starania, aby te oczekiwania spełnić. Chciałbym podjąć jeszcze większą współpracę niż dotychczas była prowadzona z samorządem terytorialnym; jeszcze większe pozyskiwanie studentów i jeszcze  większą współpracę z przedsiębiorcami.

Pięknie, ale chyba mam deja vu. W 2004 roku przeprowadzałem wywiad z prof. dr. hab. Ignacym Dziedziczakiem, pierwszym rektorem PWSZ w Wałczu. Od razu podkreślę, że zrobił na mnie ogromne wrażenie, bo to wspaniały człowiek. Optymizm pana profesora był ogromny. Powiedział wówczas, że: „Za dziesięć lat będzie tu miasteczko akademickie z 6 tysiącami studentów”. Dwa lata później przypomniałem profesorowi ten cytat. Zakłopotany skorygował tę liczbę o połowę. Jednak do dziś progu PWSZ w Wałczu nie przekroczyło nawet tysiąc studentów…

- W owym czasie może to było realne, ale mimo najszczerszych chęci takiego poziomu niestety nie osiągniemy. Z różnych powodów.

Idę za ciosem. Do tego co jakiś czas pojawiają się informacje w stylu: „mają zamknąć PWSZ”, albo „czarne chmury nad PWSZ” i inne podobne wyssane z palca informacje. To nie pomaga uczelni w rekrutacji. Jak zamierza pan z tym walczyć?

- Ktoś po prostu robi(ł) nam czarny PR. Nie ma żadnych przesłanek, by twierdzić, że PWSZ w Wałczu zostanie zamknięta. Gdyby te plotki miały okazać się prawdziwe, to nie otrzymalibyśmy w tym roku maksymalnej możliwej dotacji. Krótko: nasza kondycja przez ministerstwo została oceniona bardzo dobrze i mamy „maksa”.

I to mi wystarczy. Ale! Zróbmy więc dobry PR. Niech pan rektor dokończy zdanie: Warto studiować na PWSZ w Wałczu, bo…

- Mamy aż tyle czasu, by wymienić wszystkie zalety?! W Wałczu można studiować niezależnie od wieku. Można pogodzić pracę z nauką i za to nie płacić. Dzięki studiowaniu w Wałczu można zwiedzić Europę. Można studiować i być blisko domu i rodziny. Można zawczasu ukształtować sobie ścieżkę zawodową. Uważam, że okres studiów to najlepszy czas w życiu, robimy wszystko, by nasi studenci myśleli tak samo.

Co jest teraz dla pana rektora najważniejsze w życiu?

- Bez wątpienia rodzina.

A jakie pan rektor ma hobby?

- Chciałoby się wrócić do hobby, ale nie ma na to czasu. Zawsze mnie interesowało lotnictwo i spadochroniarstwo. Posiadam licencję pilota szybowcowego i skoczka spadochronowego. Nie ukrywam, że gdybym znalazł trochę wolnego czasu, z chęcią bym wrócił na lotnisko. Lubię też posłuchać dobrej muzyki.

Ulubione gatunki?

- Od smooth jazzu poprzez rap do - może zaszokuję - thrash metalu, starego Slayera.

Na koniec zapytam krótko, czy pan rektor czuje się już wałczaninem?

- To krótko odpowiem, że zdecydowanie tak.

Dziękuję za rozmowę.

Z Jego Magnificencją rozmawiał Marcin Koniecko.

 

Komentarze  

+4 #3 Akenbai 2017-09-19 09:09
Teraz dostal b.dobra posadke.Radze wrocic do spadochronow bo mysle ze tam jest pan wyspecjalizowany najlepiej.Nic nie ma o panskim pojawieniu sie SKAD?Ogolnikowo wszystko zona,zona,zona.Ale skad pan sie wzial?Warszawa i gdzie jeszcze Do jakiego ugrupowania partyjnego pan nalezy.Ja tez wstawalam o 4 rano do pracy i nikt o tym nie pisze.Nawet nie trzeba a o panu pisane sa rzeczy nie istotne..Za mlody pan jest aby pelnic taka funkcje po przeszkoleniach wojskowych.Dyplomy tez mam w szufladzie i certyfikaty nikomu nic nie wnoszace
Cytować
-1 #2 pyza192 2017-09-17 19:12
Odpowiedni człowiek na to stanowisko. Mam nadzieję, że zrobi porządek w tej szkole
Cytować
-1 #1 M,,,,,,, 2017-09-15 14:11
to tylko wałcz.
Ale Odpowiedni człowiek na stanowisko
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem