REKLAMA

 

 

 
 

 

 

Aktualności

Nie planowałem być strażakiem... Opublikowano: czwartek, 07, grudzień 2017 16:43

35 lat służby w straży pożarnej. Bryg. Mirosław Kosikowski, emerytowany dowódca JRG, opowiada o tym dlaczego został strażakiem, o akcjach ratowniczych, których się nie zapomina oraz o tym, że... miał dwie żony.

Zadecydował przypadek

Będąc uczniem Technikum Kolejowego Ministerstwa Komunikacji w Poznaniu odbywałem praktykę w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Poznaniu. Tam spotkałem strażaka, który opowiadał nam o pracy w straży i nauce w Szkole Chorążych Pożarnictwa w Poznaniu. Po maturze zdecydowałem, że spróbuję zdać do tej właśnie szkoły. Nie było łatwo: 1500 chętnych na 160 miejsc. Ale udało się. To był rok 1982.

Straż to moja druga żona

Dowódcą JRG jest się przez 24 godziny na dobę. Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza jest żywym organizmem, gdzie występują różne problemy. Są okoliczności, które wymagają niejednokrotnie natychmiastowego działania dowódcy. Moja małżonka wielokrotnie mówiła mi, że mam dwie żony: jedna ślubna, a druga to ta na 12 Lutego i równocześnie zadawała pytanie retoryczne, która z nich jest ważniejsza. Dlatego dziękuję za wyrozumiałość i cierpliwość.

Praca dowódcy JRG polega m.in. na utrzymywaniu gotowości do prowadzenia działań ratowniczych, zapewnieniu prawidłowego przygotowania strażaków do działań ratowniczo-gaśniczych, kierowaniu, organizowaniu i analizowaniu skuteczności akcji ratowniczych prowadzonych przez strażaków. Każda akcja ratownicza jest inna i zawsze niesie ze sobą niewiadomą. Każdy dowódca jadąc do zdarzenia (wypadek, pożar lub inne miejscowe zagrożenie) układa sobie w głowie plan działania. Kierując trudnymi akcjami niejednokrotnie konsultowałem swoje działania z podległymi strażakami, wypracowując najlepsze rozwiązanie i wiedząc, że za każdą decyzję ja ponoszę odpowiedzialność.

Tyle powrotów, ile wyjazdów

W całej swojej zawodowej pracy kierowałem kilkuset działaniami ratowniczo-gaśniczymi. W pamięci szczególnie utkwiło mi kilka zdarzeń. Sierpień 1992 r., gdy wraz z zastępami całego ówczesnego województwa pilskiego brałem udział w gaszeniu pożaru lasu na terenie Puszczy Nadnoteckiej; w grudniu 2010 r. kierowałem działaniami ratowniczymi podczas wybuch gazu w budynku wielorodzinnym w Człopie, gdzie w wyniku wybuchu część budynku została uszkodzona. Nastąpiła konieczność ewakuacji wszystkich mieszkańców zamieszkujących ten budynek. Pamiętam zdarzenie z marca 2012 roku, gdy zawaliła się część budynku przy Al. Zdobywców Wału Pomorskiego w Wałczu. Wtedy należało działać szybko i zdecydowanie, gdyż było prawdopodobieństwo, że pod gruzami znajdują się osoby poszkodowane. Należało zabezpieczyć konstrukcję budynku w taki sposób, aby znajdujący się wewnątrz ratownicy mogli w bezpieczny sposób prowadzić działania poszukiwawczo-ratownicze.

Zdarzały się również przykre sytuacje. Pamiętam zdarzenie podczas wypadku samochodu wiozącego obywateli litewskich. W trakcie działań ratowniczych panowały niesprzyjające warunki atmosferyczne i podjąłem decyzję, żeby matka z małym dzieckiem przebywała w ogrzanej kabinie samochodu ratowniczego. Wieczorem otrzymałem telefon, że mam się stawić w komendzie z powodu oskarżenia jednego ze strażaków o kradzież obuwia. W asyście policji przeszukano szafki i nic nie znaleziono. Obcokrajowcy oskarżyli również o kradzież funkcjonariuszy policji oraz ratowników medycznych. Później okazało się, że nic nie zginęło, a zarzuty postawione funkcjonariuszom publicznym są bezpodstawne. Te zdarzenie świadczy o braku ochrony ze strony państwa funkcjonariuszy publicznych, jakimi są strażacy, policjanci i ratownicy medyczni.

Najtragiczniejsze w całej mojej karierze zawodowej było zdarzenie, kiedy pracując w Komendzie Rejonowej PSP w Pile na stanowisku kierowania zadysponowałem zastęp ratownictwa technicznego do wypadku w miejscowości Nowy Dwór. Samochód jadący do zdarzenia wpadł w poślizg i uderzył w drzewo. W wyniku wypadku zginął jeden ze strażaków, który osierocił dwójkę dzieci. Dlatego każdorazowo życzy się ratownikom tyle samo powrotów, ile było wyjazdów.

Aktywna emerytura

Dzisiaj muszę oswoić się z nową sytuacją, bo po 35 latach służby w jednostkach ochrony przeciwpożarowej w jednej chwili nie można zapomnieć o tym, co lubiłem i z przyjemnością wykonywałem. W straży pozostawiłem swoich kolegów, z którymi dobrze mi się współpracowało, dlatego jeżeli będę mógł im służyć pomocą, zawsze jestem gotowy. Mam dobre relacje ze strażakami z jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych z terenu powiatu wałeckiego, z którymi wielokrotnie współpracowałem podczas działań ratowniczo-gaśniczych. Wszystkim strażakom ochotnikom za lata współpracy serdecznie dziękuję.

A po odpoczynku ... wracam do pracy. Syn prowadzi firmę zajmującą się m.in. montażem instalacji fotowoltaicznych, więc pracy będę miał dużo...

k

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem