REKLAMA

 

 

 
 

 

 

Aktualności

Wałczanie ratują Radka Opublikowano: wtorek, 12, grudzień 2017 13:41

Trwa zbiórka na leczenie wałczanina Radosława Millera, który choruje na złośliwego guza mózgu. Narzeczona, chcąc ratować zdrowie ojca swojej córki, zorganizowała zbiórkę pieniędzy. Odzew jest ogromny.

R. Miller z wykształcenia jest nauczycielem języka niemieckiego. Sam uczy się też innych języków, mówi po angielsku i norwesku. Obecnie pracuje w Ozenie. Jego wielką pasją jest muzyka. Kiedyś  na basie grywał w zespołach Nadmiar, Nalepa Band i Slovian'sky. 

- Jest przewspaniałym, szlachetnym człowiekiem. Zawsze i do wszystkich odnosi się z szacunkiem - opisuje swojego narzeczonego Joanna Martyna Ejma. - Jego cierpliwość jest wręcz legendarna. Bywa małomówny, natomiast kiedy już zabierze głos, potrafi być bardzo zabawny, czasem ironiczny. Jest raczej typem introwertyka, wyśmienitego słuchacza.

R. Miller nigdy nie uskarżał się na ból głowy, nikt nie miał nawet cienia podejrzenia, że może być chory. Diagnoza spadła na rodzinę, jak grom z jasnego nieba.

- Kiedy w Halloween wróciłam z pracy z córcią, Radek był nieprzytomny, zakrwawiony, przeraźliwie charczał, był siny, sztywny, miał zaciśnięte pięści. Przyjechało po niego  pogotowie. W szpitalu robią TK i od razu wiadomo, że to guz który zaczął krwawić - opowiada narzeczona. - Modliliśmy się, aby przetrwał noc, bo wiedzieliśmy, że  musi być przetransportowany do specjalistycznej placówki, ale jego stan był zbyt ciężki. Następny dzień to środa. Ataki drgawek się powtarzają, więc w czwartek Radek zostaje przetransportowany śmigłowcem do szpitala. W piątek 3 listopada go operują. Operacja się udaje. Usunięto całego guza, nie ma deficytów neurologicznych. Jest senność, zmęczenie, zawroty głowy. Do 20 listopada staramy się żyć w miarę normalnie - chodzimy na spacery, zajmujemy się córką.

Któregoś dnia narzeczona wyszła z córką na chwilę do sklepu. Kiedy wróciły, znalazły Radka zakrwawionego na podłodze. Miał atak padaczki, uderzył głową w krawędź ściany. Naruszona została rana operacyjna. Znowu zabrało go pogotowie.

- Zabierają Radka na TK. Na szczęście czaszka cała. Okazuje się, że było za małe stężenie leku przeciwdrgawkowego we krwi (stąd prawdopodobnie atak), dlatego neurolog zwiększa dawkę. Za chwilę w szpitalu na korytarzu następuje kolejny atak. Zakładają mu maskę tlenową. Dochodzi do siebie. Wracamy do domu tego samego dnia. Córka mieszka z babcią, bo ciężko znosi ataki taty. Myślę że jak przez miesiąc będzie spokojnie, to do nas wróci - mówi.

Cała rodzina włączyła się w pomoc, nie tylko finansową.  Chorego Radka nie zostawili samego także przyjaciele, znajomi, a nawet nieznajomi. Wysyłają pieniądze, sami organizują zbiórki, pomagają projektować plakaty, organizują koncerty…

- Mamy ogromne wsparcie wielu osób, chciałabym serdecznie za nie podziękować. Nie spodziewałam się takiego odzewu, jesteście wspaniali - cieszy się JM Ejma. - Liczę, że dobro wróci do tych wszystkich, którzy nam pomagają.

R. Miller ma skąpodrzewiaka anaplastycznego trzeciego stopnia. Rodzina czeka teraz na decyzję konsylium w związku z dalszym leczeniem. Wyniki badań konsultują w kraju i za granicą. Cały czas zbierają dane na temat niekonwencjonalnych i konwencjonalnych metod leczenia. Dieta, suplementy i podróże do specjalistów są bardzo kosztowne, dlatego wsparcie z zewnątrz jest i nadal będzie konieczne.

- Celebrujcie życie i zdrowie, bo jak nie ma wojny, nie jesteście uwięzieni przez kogoś, jesteście zdrowi, najedzeni i jest wam ciepło, to macie całe szczęście świata - podsumowuje.

mk

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem