REKLAMA

 

 
 

 

 

Aktualności

Z pierwszej ręki Opublikowano: wtorek, 07, lipiec 2015 20:09

Z mieszkanką Mirosławca Anną Grzyb - prawdziwym molem książkowym, cenioną blogerką książkową oraz autorką debiutanckiej powieści „Życie z drugiej ręki”, a przy tym niezwykle skromną i nieśmiałą osobą rozmawia Zuzanna Błaszczyk.

Na dobry początek proszę opowiedzieć coś o sobie

- Urodziłam się 33 lata temu w Wałczu. Dzieciństwo spędziłam w Tucznie. Od ponad 11 lat mieszkam w Mirosławcu, początkowo w Mirosławcu Górnym. Zajmuję się czytaniem książek i pisaniem o nich. Poza tym wychowuję trójkę dzieci, jestem mężatką. 

Od jak dawna tworzy pani blog „Pisaninka” i jakiego rodzaju teksty tam pani umieszcza?

- Pierwszą „Pisaninkę” zaczęłam prowadzić w październiku 2008 roku. Ta dzisiejsza, typowo „książkowa”, istnieje od trzydziestu miesięcy. Zamieszczam na niej recenzje książek, jakie czytałam, publikuję wywiady z polskimi pisarzami, przeprowadzam konkursy. 

Na czym polega współpraca z autorami, wydawnictwami?

- Współpraca z wydawnictwami polega na tym, że bloger otrzymuje książkę, która go interesuje i pisze o niej na swojej stronie. Dobry wydawca nie ingeruje w treść recenzji. Podobnie wygląda współpraca z autorem. 

Pani blog został nagrodzony…

- Otrzymałam podczas zeszłorocznych Targów Książki w Krakowie nagrodę czytelników za „Blog roku 2014”. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie i gdyby nie to, że koleżanka poinformowała mnie za pomocą sms-a o tej wygranej, nie dotarłabym na uroczystość wręczania nagród. Dla blogera to największa radość, ponieważ zostaje doceniony przez osoby, dla których tworzy. Mam wiernych, oddanych czytelników i z całego serca dziękuję im za codzienną obecność na moim blogu i za ciepłe słowa, jakie do mnie kierują. Wielu z nich sugeruje się moimi recenzjami przy wyborze lektury, a to najpiękniejszy komplement. 

O czym jest „Życie z drugiej ręki”?

- Książka jest o normalnym, zwyczajnym życiu. Moja bohaterka ma na imię Anita i wychowuje dwie córki. Nigdy nie pracowała. Jest zakompleksiona i nieszczęśliwa. Żyje z dnia na dzień, boryka się z różnymi problemami, oddala od męża. Ma jednak dosyć monotonii i rutyny, dlatego coraz częściej zastanawia się nad podjęciem pracy i uwolnieniu się od toksycznej przeszłości, wspomnień z dzieciństwa. W tym właśnie momencie poznaje Joannę, która wpada na pomysł wspólnego biznesu. Czy dzięki temu życie Anity ulegnie diametralnej zmianie? 

Czy prowincjonalne miasteczko z opisu to Mirosławiec, a w bohaterce jest coś z pani?

- Prowincjonalne miasteczko, w którym umiejscowiłam akcję mojej debiutanckiej powieści ma w sobie coś z Mirosławca, ale co, to już muszą ocenić czytelnicy. Bohaterka jest postacią fikcyjną i mam nadzieję, że moja osoba nie będzie z nią utożsamiana, bo nie to było moim zamiarem. Chciałam w tej książce pokazać szarą rzeczywistość, jaka otacza wiele kobiet i że można się z tego kieratu i marazmu wyrwać, choć nie jest to łatwe. Z Anitą, jeżeli już coś, to łączy mnie miłość do książek. 

Jak wyglądała praca nad książką?

- Prawdę mówiąc nie była to taka typowa praca nad książką. Zaczęłam ją pisać podczas pobytu w szpitalu. Miałam wreszcie czas, spokój, jakkolwiek to brzmi, mogłam pomyśleć i zastanowić się. Już wcześniej wiele pisarek, które znam, podpowiadało mi, że powinnam pójść w tym kierunku, ale nie byłam do tego przekonana. Oczywiście od dziecka coś tam pisałam… Dla moich dawnych znajomych to, że wydaję powieść nie jest żadnym zaskoczeniem, niektórzy dziwią się nawet, że zwlekałam z tym tak długo. Lepiej czuję się jednak po tej drugiej stronie - jako czytelnik. Marzę o pracy w promocji wydawnictwa, ale ponieważ nie jest łatwo taką pracę znaleźć, postanowiłam spróbować swoich sił jako autorka. Zaczęłam tworzyć „Życie z drugiej ręki” pod koniec 2012 roku. Były to luźne przemyślenia, bawiłam się tym. Nie miałam pojęcia, jak zbudować postać, jak poprowadzić wątki, by było ciekawie i zabawnie. Teraz, po napisaniu kolejnych historii (obecnie szukam wydawcy dla książeczki skierowanej do dzieci i drugiej, obyczajowej), wiem już, jak się do pisania powieści zabrać. Wtedy nie wiedziałam na ten temat prawie nic. Uczyłam się tego. Pisanie w takiej formie nudziło mnie, dlatego książka przeleżała blisko dwa lata. Dopiero pod koniec 2014 roku zerknęłam do pliku i zaczęłam ją przerabiać, uzupełniać, bo namówili mnie do tego czytelnicy mojego bloga i mój mąż. W marcu wysłałam ją do kilku wydawców. Pierwsza, w ciągu godziny, odezwała się Szara Godzina. Byli zainteresowani streszczeniem i tak się to wszystko zaczęło. Wspólnie zaczęliśmy pracować nad ostatecznym kształtem powieści, która trafi do czytelnika 7 września. 

Czym się pani inspirowała?

- Inspirowałam się życiem po prostu. Moją prowincją. Tym, czy musi nas ona ograniczać, ale o tym więcej w książce oraz w jej kontynuacji, bo „Życie z drugiej ręki” na pewno nie zakończy się na tym jednym tomie, który już niebawem pojawi się w księgarniach. 

Ciężko jest wydać książkę?

- Szara Godzina to pierwszy wydawca, który odezwał się do mnie, ale też jedyny. Rynek wydawniczy obserwuję od kilku ładnych lat. Znam wielu właścicieli i pracowników wydawnictw, dlatego mogę powiedzieć, iż wydać książkę wcale nie jest tak łatwo. Jeżeli mamy do zaoferowania „gotowy produkt”, przy którym wydawca nie będzie musiał zbyt wiele robić - to tak, wtedy wydać powieść jest łatwiej, ale tak wydawać mogą tylko osoby, które z pisania żyją na co dzień. Albo takie, których stać na zatrudnienie redaktora, który im poprawi błędy, wygładzi tekst. Widzę, z jakim mozołem i determinacją autorzy szukają wydawców. Sama miałam wielkie szczęście, ponieważ ogólnie na odpowiedź w sprawie propozycji wydawniczej czeka się do sześciu miesięcy, a jeżeli wydawnictwo nie jest zainteresowane wydaniem, to nie odpowiada na e-mail wcale. Trzeba mieć cierpliwość, wielkie pokłady cierpliwości i pokorę, której autorom niestety bardzo często brakuje. Nikt nie pisze doskonale, bezbłędnie i nikt po napisaniu jednej książki nie zostaje pisarzem. Taka jest prawda. To ciężka, codzienna praca. Postać musi być wiarygodna, emocje, jakie targają czytelnikiem - silne, wtedy można powiedzieć, że udało się napisać coś wartego uwagi, bo historia zostaje z odbiorcą, nie zapomina o niej po pięciu minutach od zakończenia lektury. Niestety problem polega na tym, że mało kto czyta, za to wszyscy chcą pisać…

 Woli pani pisać książki, pisać o książkach czy czytać?

- Lepiej mi po tej drugiej stronie. Wolę czytać i pisać o książkach, bo na tym się znam i gdyby nie czytelnicy mojego bloga, nigdy nie wzięłabym się za pisanie książki. Zrobiłam to dla nich, dla nich i dla mojego męża, który przekonywał mnie i wierzył w „Życie z drugiej ręki”. Chyba bardziej niż ja. 

Dziękuję za rozmowę

 

Komentarze  

+1 #2 Iwona 2015-07-13 11:30
Wywiad świetny:) Tak dobrze znam Cię z bloga i Twoich recenzji, że wydaje mi się bardzo swojski:) Życzę Ci realizacji marzeń:)
Cytować
+1 #1 Sylwia 2015-07-13 11:10
Aniu, ja czytam i tylko czytam. O pisaniu nie marzę, choć pomysł na książkę mam. Ale nie napiszę, gdyż wszyscy piszą. A ja lubię być inna.
Chętnie sięgnę po Twoją książkę i będę nią obdarowywać znajomych :-* .
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem