Zamknij

Kafkowska sytuacja

21:18, 08.04.2018 | piotr
REKLAMA
Skomentuj

U Franza Kafki samotna jednostka walczy z bezduszną, nadrzędną wobec niej instytucją. Jan Wyszyński walczył z wałeckim Urzędem Miasta ponad sześć lat i choć po licznych odwołaniach i korzystnym wyroku sądu wygrał, było to pyrrusowe zwycięstwo.

Wszystko rozpoczęło się na początku 2011 roku, kiedy Jan Wyszyński zdecydował się na kupienie trzech działek budowlanych, znajdujących się przy ówczesnej ulicy 12 Lutego, dziś Generała Władysława Andersa. Przed ostateczną decyzją upewnił się, że z rozpoczęciem budowy nie będzie problemów i sfinalizował transakcję. Jednak kiedy 14 września 2011 wystąpił do Urzędu Miasta o wydanie decyzji o warunkach zabudowy, zaczęły się schody.

- Pięć miesięcy przed kupnem działki wręcz pielgrzymowałem do różnych urzędów, aby upewnić się, że nie będę miał żadnych problemów - przedstawił sytuację J. Wyszyński. - Po kupnie, spełniając wszelkie wymogi , wystąpiłem o warunki zabudowy, więc odmowa mocno mnie zaskoczyła. Odwołałem się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Koszalinie i ten decyzję wałeckich urzędników uchylił i przekazał do ponownego rozpatrzenia. Od tego czasu pomiędzy mną a Urzędem Miasta rozpoczęły się przepychanki.

Jak twierdzi inwestor aż sześciokrotnie urząd odmawiał wydania decyzji i sześciokrotnie SKO nie podzielało zdania burmistrza i nakazywało ponownie pochylić się nad tematem. W tym czasie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie, do którego również trafiła ta sprawa, wyrokiem z 22 maja 2013 roku przyznał rację Janowi Wyszyńskiemu i nakazał Urzędowi Miasta ponownie rozpatrzyć wniosek o wydanie warunków zabudowy. Urzędnicy czekali do stycznia 2014 i ponownie odmówili. Po kolejnych przepychankach i odwołaniach 30 listopada 2017 roku, a więc po ponad 6 latach od złożenia wniosku, zapadła decyzja pozytywna i można było budować, lecz już nie było gdzie.

- Po tylu latach decyzja jest już wyłącznie świstkiem papieru - denerwuje się J. Wyszyński. - Będąc pewnym pozytywnego załatwienia sprawy, sprzedałem dwie działki, a kupcy chcieli zbudować tam swoje domy. Kiedy jednak wydanie warunków zabudowy się przeciągało, posądzono mnie, że przy zawieraniu umowy o sprzedaż okazałem złą wolę i sprawa trafiła do sądu. Ten uznał, że kupujący mieli rację, musiałem zapłacić odszkodowanie, a komornik zajął działki. Tak długi okres oczekiwania na decyzję urzędu naraził mnie na spore straty. Na tych działkach, ani w ich sąsiedztwie nic przez ponad 6 lat się nie zmieniło. Więc dlaczego tyle razy spotykała mnie odmowa, a teraz okazało się, że wszystko jest w porządku i pozytywna decyzja mogła zapaść?

Pracując nad tym artykułem zwróciłem się do Urzędu Miasta z kilkoma pytaniami. Pominę już procedurę, przez jaką musiałem przejść, żeby uzyskać odpowiedzi, które są mieszanką urzędniczo-prawniczej nowomowy i niestety niewiele wyjaśniają.

Co ważne na trzy najważniejsze pytanie nie uzyskałem odpowiedzi.

Pytam więc publicznie:

- dlaczego urząd zwlekał ponad 6 lat z wydaniem decyzji?

- dlaczego, pomimo uchylania kilka razy odmowy przez SKO w Koszalinie, UM nadal tej decyzji nie wydawał?

- dlaczego, pomimo prawomocnego wyroku WSA w Szczecinie, decyzja nadal nie była wydawana?

Uzasadnienie braku odpowiedzi na powyższe pytania jest kuriozalne. Cytuję: „Pytania, co do których organ odmówił udzielenia informacji dotyczą sprawy prowadzonej na wniosek osoby prywatnej, (…) i w związku z tym udzielenie informacji publicznej na temat tej sprawy naruszyłoby chronione ustawowo prawo do prywatności tej osoby”.

Czyli walczący z Janem Wyszyńskim przez ponad 6 lat Urząd Miasta obecnie kieruje się jego - dziwnie pojętym przez urzędników - dobrem i nie chce ujawnić dlaczego prowadził przeciwko niemu krucjatę.

Kierując pytania do sekretarza miasta prosiłem o powyższe informacje, ponieważ pragnąłem poznać zdanie obu stron, a brak wypowiedzi jednej - argumentowałem - zmusi mnie do spekulacji.

Sekretarz Lucyna Kabs-Małecka odpowiedziała: „Pragnę również nadmienić, iż brak informacji (…)  nie jest powodem do spekulacji, tak jak to Pan argumentuje, ponieważ media służą do przedstawiania faktów, a nie spekulacji”.

Więc pytam panią sekretarz, a za jej pośrednictwem panią burmistrz Bogusławę Towalewską: jakie fakty mam przedstawiać, skoro urzędnicy nie chcą mi ich ujawnić?

Na koniec. Jan Wyszyński zapowiada skierowanie sprawy do sądu, gdzie będzie domagał się od Urzędu Miasta odszkodowania. Kto zaspokoi ewentualne roszczenia? Podatnicy?

piotr

(piotr)
REKLAMA

Komentarze (4)

MarkusMarkus

3 0

Burmistrz Wałcza stosuje "prawo Pawlaka ". Tak uważam bo też zderzyłem się z ich obstrukcją
prawomocnych postanowień SKO. 08:56, 09.04.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

karolkarol

1 2

na dobrą sprawę powinni zacząć od urzędników ratusza za kadencji ś.p. Tuderka. Skoro z nim się umawiali i on odwrócił kota ogonem to niech tam szukają odpowiedzi. Obecne władze pewnie podtrzymywali wcześniej wydaną odmowę (tak tylko spekuluję). 19:07, 10.04.2018

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

ramborambo

1 0

Przecież, urzędnicy nie zmieniają się wszyscy wraz z nowymi wyborami. Tam pracują ludzie od kilkunastu lat. Co ma do tego Tuderek? 20:07, 11.04.2018


pies na babypies na baby

1 0

Zwykły obywatel może dziś sobie ... urzędnik zawsze jest górą, tylko dlaczego traktuje się wybiórczo sprawy. ja znam sytuację, gdzie warunki wydawane były niemal od ręki, kwestia kto o nie poprosił. Mam nadzieje, że za pół roku wiele się zmieni 11:41, 15.04.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© extrawalcz.pl | Prawa zastrzeżone | 2018