REKLAMA

 

 
 

Sport

Do trzech razy sztuka Opublikowano: wtorek, 15, sierpień 2017 21:16

Na jeziorze Raduń 36-letni kajakarz z Bydgoszczy Sebastian Szubski podjął się pobicia rekordu Guinnessa w pływaniu kajakiem przez 24 godziny. Zabrakło niestety bardzo niewiele.

S. Szubski kajakarstwo zaczął uprawiać jako 7-latek, w 2004 roku wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach, choć reprezentował wtedy barwy Brazylii. Jego ojciec, Zdzisław, pobił rekord Guinnessa w pływaniu kajakiem przez 24 godziny, lecz w 1987 roku pływał po Wiśle.

Obecny rekord ustanowiony na stojącej wodzie wynosi 249 kilometrów i 800 metrów i ten dystans chciał pobić bydgoszczanin.

- Praktycznie przygotowywałem się do bicia rekordu całe życie - śmiał się Sebastian Szubski. - Ostatnie 9 miesięcy trenowałem tylko z tą myślą. - Pływałem na długich dystansach, startowałem w zawodach długodystansowych a w kwietniu tego roku zostałem mistrzem Polski na dystansie 115 kilometrów. W Szwecji również startowałem w kajakowych maratonach. Aby pobić rekord, należy utrzymać stałą szybkość, co na początku jest łatwe, lecz w miarę upływu czasu staje się wyzwaniem. Jeżeli ktoś próbował długodystansowego wiosłowania, doskonale wie, o czym mówię.

Próba odbywała się na odcinku dwóch kilometrów i po każdych 2 tysiącach metrów następował nawrót w czasie, którego dystans nie był liczony, ponieważ rekord musi zostać pobity w linii prostej. Kajak był wyposażony w GPS, który wszystko dokładnie rejestrował. Na każdym nawrocie kajakarz tracił około 70 metrów. Było kilka krótkich przerw, w czasie których zawodnik wysiadał z kajaka, prostował nogi, przebierał się w suchą koszulkę, zabierał wodę, oraz energetyczne jedzenie i ruszał dalej na wodę.

Zawodnik w ostatnią sobotę 12 sierpnia podjął pierwszą próbę pobicia rekordu, lecz po 6 godzinach i przepłynięciu 65 kilometrów przyszedł kryzys związany z bólami żołądka i próba została przerwana. Ponadto pogoda również nie była sprzyjająca.

Druga próba rozpoczęła się dwa dni później, w poniedziałek, S. Szubski dzielnie wiosłował przez 24 godziny, niestety nie zmieścił się w czasie - zabrakło mu 2 kilometrów, czyli 11 minut.

- Oficjalny wynik to 250 km i 500 m, niestety nie są zaliczane zakręty - komentował na gorąco. - Oczywiście jest niedosyt, ale jestem bardzo zadowolony, że posłuchałem głosu serca i nie odpuściłem po sobocie, gdzie musiałem zrezygnować po 67 km z powodu bólu brzucha i okropnej pogody. Jest drugi wynik na świecie i rekord Polski. Nadal nie wierzę, że to przetrwałem.
Ledwo się teraz ruszam, ale lubię to. Mocno będę myślał, ale chyba tego tak nie zostawię…

A więc do trzech razy sztuka. Trzymamy kciuki!

piotr

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież



UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem