Zamknij
REKLAMA

Wspomnienie o Wiesławie Kaszewskim

10.07, 19.01.2023 . Aktualizacja: 10.08, 19.01.2023
Skomentuj
REKLAMA

14 stycznia 2023 roku minęła 50. Rocznica śmierci naszego lokalnego bohatera Wiesława Kaszewskiego.

Rodzina Kaszewskich, podobnie jak wiele innych w okresie powojennym, odbyła swoistą wędrówkę po Pomorzu Zachodnim w poszukiwaniu lepszego życia i miejsca, w którym mogliby zamieszkać na stałe. Ze Szczecina, gdzie urodził się Wiesław (10 IV 1950 r.) rodzina przeprowadziła się do Polanowa, a później do Wałczu. Tu dzieci państwa Kaszewskich uczęszczają do szkół średnich – Wiesław do Technikum Mechanicznego, Krysia do „Aten Wałeckich”, czyli Liceum ogólnokształcącego. Ten okres wspomina pani Krystyna Haczkiewicz (z domu Kaszewska)

Kiedy chodziliśmy do szkół średnich wychodziliśmy razem do swoich szkół, Wiesiek zawsze niósł moją teczkę. Zdarzało się, że zapominaliśmy o tym, zajęci rozmową i dopiero w klasie zauważałam brak swojej teczki. Biegłam wtedy do szkoły brata po swoje książki ku uciesze jego kolegów.  Wiesław był wspaniałym bratem, odpowiedzialnym, opiekuńczym, nigdy się nie kłóciliśmy, co było nawet dość dziwne jak na rodzeństwo. Brat był też po prostu szlachetnym człowiekiem, nigdy na nikogo nie naskarżył, starał się pomagać, być dobrym we wszystkim co robił. Nawet w wojsku, a służył w jednostce w Słupsku, otrzymywał listy pochwalne, a także odznaki wzorowego żołnierza II i III stopnia. Był honorowym dawcą krwi…

Młody, zdolny chłopak, który kochał ruch i sport. Miał zdolności manualne i techniczne – lubił naprawiać zepsute rowery, później motocykle. Rodzice spełnili nastoletnie marzenie syna – w domu pojawił się motocykl – wojskowa emka z koszem. Wraz z przyjaciółmi – Ryszardem Kanią i Marianem Frydrychem oraz siostrą Krysią, wyruszyli w wakacyjną podróż przez Polskę, obierając za cel Bieszczady. 

Po maturze, wraz z przyjaciółmi, zdawał na Politechnikę Szczecińską, niestety nie dostał się. Upomniało się o niego wojsko – trafił do jednostki w Zamościu, a później w Słupsku. Po służbie wojskowej wrócił do Wałcza i podjął pracę w POM-ie.

W pamięci przełożonych, m.in. Andrzeja Kani pozostał jako sumienny pracownik i sympatyczny człowiek: W okresie, o którym mówimy, byłem z-cą dyrektora ds. technicznych w Państwowym Ośrodku Maszynowym, a także uczyłem na ½ etatu przedmiotów zawodowych w nowo utworzonym Technikum Mechanicznym (…) W tym okresie mój brat Ryszard (młodszy o 12,5 roku) rozpoczął naukę w wałeckim technikum. Szybko stworzyła się grupa zdolnych chłopaków, a byli to Wiesiek Kaszewski, Jan Undro, Marian Frydrych i mój brat Ryszard. Ze zrozumiałych względów wiedziałem o nich więcej niż o innych moich uczniach. Cała ta grupa trafiła do pracy w POM i w przyszłości zajmowali kierownicze stanowiska. Wiesio był bardzo cenionym mistrzem na wydziale mechanicznym, produkującym układy kierownicze. Jego bohaterska śmierć była szokiem dla nas wszystkich. Jako firma zrobiliśmy wszystko, by ten czyn został nagrodzony. Rada Państwa szybko przyznała mu odznaczenie. Pamięć i żal pozostały.

Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę 14 stycznia 1973 r. Piękny słoneczny i mroźny dzień sprzyjał zabawom na świeżym powietrzu. Około południa dwaj bracia Kaszewscy – niespełna 23-letni Wiesław i 9-letni Szymek idą grać w hokeja na zamarzniętej tafli jeziora Zamkowego. W pobliżu bawią się inni. Obok przebiega chłopiec – 11 letni Romek, który kieruje się w kierunku gorzelni. Bracia doskonale wiedzą, jaki to niebezpieczny rejon. W miejscu, gdzie do jeziora wpływa ciepła woda – odpad poprodukcyjny, lód jest zawsze cienki i kruchy. Chłopiec nie słucha ostrzeżeń Wiesława, biegnie dalej w niebezpiecznym kierunku. Lód załamuje się, dziecko wpada do lodowatej wody. Na ratunek, bez chwili wahania rusza Wiesław Kaszewski. W biegu zrzuca z siebie rękawiczki, czapkę… Kładzie się na lód i z ogromnym wysiłkiem wyciąga Romka z wody. Niestety krucha tafla pęka pod ich ciężarem. Wiesław wypycha Romka z wody, krzycząc do zebranych wokół ludzi, aby podali mu kij. Ten manewr kończy się powodzeniem, chłopiec zostaje uratowany. Wiesiek próbuje wydostać się na lód, jednak ten nie daje stabilnego oparcia. Chłopcy próbują podać mu kij hokejowy, jednak młody mężczyzna  każe im odsunąć się na bezpieczną odległość – Odjedźcie stąd, długo tu nie wytrzymamy – mówi i prawdopodobnie traci przytomność. To ostatni moment kiedy Wiesław widziany jest żywy…W kieszeni jego spodni matka znalazła trzy grosiki. Zawsze nosił je na szczęście… nie pomogły, gdy ratował tonącego chłopca.

Pogrzeb Wiesława Kaszewskiego odbył się 16 stycznia 1973 r. Wzięli w nim udział rodzina, przyjaciele i znajomi tragicznie zmarłego, przedstawiciele zakładów pracy oraz tłumy Wałczan, którzy chcieli towarzyszyć bohaterowi w jego ostatniej drodze.

Za bohaterski czyn Wiesław Kaszewski został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. O to odznaczenie wystąpili już dzień po tragicznym zdarzeniu Zdzisław Głogowski – ówczesny dyrektor POM-u oraz Edmund Koteras – przewodniczący Rady Zakładowej. Informację o przyznaniu przez Radę Państwa odznaczenie przekazuje rodzicom Przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej Bernard Kokowski w dniu 6 kwietnia 1973 r. wraz z zaproszeniem na sesję PRN w celu odebrania odznaczenia.

W 28. rocznicę tragedii, w niedzielę 14 stycznia 2001 r. na skwerze nad jeziorem Zamkowym odsłonięto tablicę upamiętniającą bohaterski czyn Wiesława Kaszewskiego. Inicjator tego wydarzenia – dr Andrzej Subocz, ówczesny radny wałeckiej Rady Miejskiej, tak motywował swój wniosek Miasto powinno o nim pamiętać. Był bohaterem. A ta symboliczna tablica staje się dla nas miejscem zadumy nad sensem życia i śmierci. Tablicę zamontowano na podstawie w kształcie przerwanego koła ratunkowego.  Próby upamiętnienia tego tragicznego wydarzenia pojawiały się już w latach 70. Wówczas padła propozycja, aby jedna z wałeckich ulic nosiła imię Wiesława Kaszewskiego – inicjatywa nie doszła jednak do skutku. Później zrodził się pomysł, aby imię bohatera nosił plac nad jeziorem Zamkowym. Uchwałą Rady Miasta Wałcz z dnia 27 czerwca 2018 r. nadano mu nazwę „Skwer im. Wiesława Kaszewskiego”.

Wiesław Kaszewski pozostał w pamięci rodziny, znajomych i przyjaciół, jako kochający syn, wspaniały brat, wzorowy żołnierz, sumienny pracownik, sympatyczny kolega i oddany przyjaciel…

Rok 1964, wakacje i jeśli pamięć mnie nie myli wówczas poznaliśmy się w Wieśkiem, przy kiosku Ruchu, który znajdował się obok Klubu Garnizonowego – wspomina Marian Frydrych – W kiosku tym czasami pomagał mamie Stasiu Godlewski i to on był osobą, która nas poznała. Od tego czasu nawiązała się nasza przyjaźń. Następne dni i lata to Technikum Mechaniczne w Wałczu i to chyba najlepszy czas koleżeństwa mojego i Wieśka, a chwilę później dołącza do nas Rysiek Kania i wówczas otrzymujemy ksywkę „święta trójca”. Dołączyli do nas Janek Undro i Grzesiek Maksymowicz. Okres tych 5 lat w technikum to prawie codzienne wspólne życie bez kłótni i zatargów, w pełnej zgodzie. Wspólne biwaki, prywatki, nocne granie w brydża, pierwsze papieroski czy też kieliszek wina, pierwsze randki – wszystko to wspominam z uśmiechem. Razem w roku 1967 zrobiliśmy prawo jazdy i wpadliśmy na pomysł wspólnej wycieczki motocyklowej po Polsce. Wypad taki wiązał się z kosztami, zapadła więc decyzja, że szukamy pracy. Trafiła się fucha – spawanie słupów lamp oświetleniowych, potrzebnych do oświetlenia promenady nad jez. Raduń. Już po miesiącu mieliśmy zabezpieczenie finansowego tego wspaniałego pomysłu. Trasa – Wałcz, Lublin, Przemyśl, Bieszczady, Piwniczna, Zakopane, Bogatynia, Wrocław – 35 dni w podróży i około 3000 km. Całą trasę pokonaliśmy Emką z przyczepką i Junakiem M10. Do „Trójcy” dołączyła Krysia – siostra Wieśka, która dzielnie pokonywała trudności podróży i towarzyszyła 3 młodzieńcom. Rok 1969, matura… i co dalej? Zapada decyzja – Politechnika Szczecińska, ale tylko Rysiek rozpoczął studia, ja i Wiesiek po oblanym egzaminie z języka rosyjskiego wracamy do domu i rozpoczynamy pracę w POM Wałcz. Jesienią 1970 roku trzech pomowców dostało powołanie do odbycia służby wojskowej, gdzie spędzamy 6 miesięcy. Po ukończeniu szkolenia rozjeżdżamy się po kraju celem dalszej służby. Wreszcie utęskniona jesień 1972 r. – koniec służby i powrót do cywila. Mieliśmy dużo ciekawych pomysłów na dalsze życie, aż tu nagle 14 stycznia 1973 przychodzi wiadomość, że Wiesiek nie żyje. Szok!! Dziś mija 50 lat od tego tragicznego zdarzenia, a mnie zostaje tylko wspomnienie dobrego Kolegi, Przyjaciela i zaduma nad palącym się zniczem z widokiem na jezioro Zamkowe.

(.)
 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

Echo Echo

1 0

Sprzedaż narkotyków w Wałczu jest godna podziwu. Rodzice wstydzą się mówić otwarcie, że ich dzieci zażywają, sądząc że to ich wina. Policja wie, kto zajmuje się sprzedażą narkotyków, ale nie może nic zrobić, bo dilerzy są sprytniejsi. W Wałczu powinien odbyć się marsz milczenia zwracający uwagę środowiska pedagogów i rodziców, i młodzieży na rosnący problem narkomanii w Wałczu.

Adrian Zalewski, ten Adrian Zalewski był dilerem narkotyków i pod koniec lat 90 handlował haszyszem, marihuaną i amfetaminą. Znany był pod pseudonimem Waha,Waszka, Wajer.
Proszę uważać na tego człowieka. 12:21, 21.01.2023

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

0%