Miał być transportowy skok w nowoczesność, a skończyło się na frustracji i powrocie do starych przyzwyczajeń. Choć autobusy w Wałczu są bezpłatne, dzięki czemu więcej osób zaczęło z nich korzystać zostawiając samochody pod domem, to stan ten delikatnie się zmienił. . Radny miejski, Wiktor Kwaśniewski, złożył do Urzędu interpelacje domaga się w niej konkretnych odpowiedzi: kto za to zapłacił i dlaczego ulepszanie rozkładu... wszystko popsuło?
Darmowa komunikacja miejska w Wałczu miała być flagowym projektem proekologicznym. Pomysł optowano jeszcze za czasów, gdy burmistrzem była Bogusława Towalewska, wręcz twórca idei bezpłatnej komunikacji. Cel był jasny: mniej korków, czystsze powietrze i wygoda dla portfela mieszkańców. Jednak po styczniowej rewolucji i marcowych "poprawkach", entuzjazm opadł.
Jak wynika z interpelacji złożonej 4 marca 2026 r., pasażerowie mają dość walki z czasem. Przesunięcia godzin odjazdów sprawiły, że punktualne dotarcie do pracy, szkoły czy szpitala stało się dla wielu logistycznym wyzwaniem.
„Niektórzy dotychczas korzystający z autobusów, rezygnują z transportu publicznego na rzecz samochodów” – alarmuje radny w piśmie do Burmistrza.
To najpoważniejszy zarzut, jaki mógł paść pod adresem ZKM. Jeśli darmowa i niskoemisyjna flota autobusów elektrycznych zamiast przyciągać, wypycha ludzi z powrotem do prywatnych aut, to system generuje koszty bez osiągania efektów społecznych.
Radny w swojej interpelacji uderza w czuły punkt: finanse publiczne. Skoro mieszkańcy płacą za komunikację w swoich podatkach, mają prawo wiedzieć, jak wydatkowano ich pieniądze na stworzenie nowego, kontrowersyjnego planu. W dokumencie padają cztery kluczowe pytania, na które Burmistrz będzie musiał odpowiedzieć:
Kto jest autorem nowego rozkładu? (Czy to firma zewnętrzna, czy urzędnicy?)
Ile to kosztowało? (Mieszkańcy chcą znać kwotę brutto z faktury za projekt).
Gdzie są te wnioski mieszkańców? (Jeśli zmiany były podyktowane głosem ludu, radny prosi o dowody w postaci zanonimizowanych petycji).
Co było priorytetem? (Czy chodziło o wygodę pasażera, czy tylko o suche "cięcie kosztów"?).
Sprawa ma drugie dno – to test na transparentność wałeckiego magistratu. Mieszkańcy czują, że decyzje zapadły w zaciszu gabinetów, bez realnego zrozumienia, jak wygląda codzienny dojazd ze Strączna czy z osiedli do centrum. Odpowiedź Burmistrza na interpelację pokaże, czy miasto potrafi przyznać się do błędu i czy potrafi racjonalnie zarządzać wspólnym majątkiem. Na ten moment licznik bije, a autobusy – choć nowoczesne i ciche – dla wielu jadą w niewłaściwym kierunku.
Piotr Kurzyna
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu extrawalcz.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz