Zamknij

Kącik Zwierzoluba - Razem można więcej

12:33, 08.07.2019 | H. Spieczyńska RdZ
REKLAMA
Skomentuj

Dziś będzie trochę inaczej, choć znów ze schroniskiem w tle, i niezmiennie happy endem. 

Zapewne wielu pamięta historię, a właściwie cały ciąg zdarzeń związanych z pieskiem w kagańcu, którego tułaczka w Wałczu rozpoczęła się w drugiej połowie września 2018 roku, ale czy ktoś sprawdził, co dalej się z nim dzieje? Gdzie dzisiaj jest? Czy ma dobre życie? Ponad 200 członków należało do facebookowej grupy „Złapmy pieska w kagańcu”, którą założyła Klaudia Święcicka, i tyleż to osób biegało po mieście szukając nieszczęśnika. Przypomnę historię od początku.

We wrześniu 2018 na Facebooku pojawiła się informacja, że po mieście biega dosyć sporych wymiarów pies w ciasnym kagańcu uniemożliwiającym mu swobodne picie, że o jedzeniu nie wspomnę. Zainteresowani pisali, że prawdopodobnie przegryzł sznurek i uciekł z pobliskiej wioski, inni, że ktoś go wyrzucił, jednak żadna z tych informacji nie znalazła potwierdzenia. Kilka dni spora grupa wałczan próbowała namierzyć uciekiniera własnymi siłami, zwracając się jednocześnie do włodarzy i służb o podjęcie odpowiednich kroków. Chodziło przede wszystkim o to, by psiak został odłowiony i by mógł swobodnie coś zjeść i się napić. Niestety, stwierdzono, że psa nie można złapać, bo ucieka! Wtedy Roman Wiśniewski podjął decyzję o wezwaniu specjalisty z Trzcianki, który poda psu środki usypiające. 27 września udało się namierzyć zwierzaka, uśpić, tylko pytanie brzmiało, co dalej? Znalazł się chętny do adopcji. I tu zaczyna się kolejna historia, historia Krzysztofa Grycza i jego walki o psa, który okazał się sunią. Po odłowieniu weterynarz stwierdził, że pies jest agresywny i należy umieścić go w schronisku w Pile. Chętny do adopcji trzy dni później tam pojechał, ale okazało się, że sunia przechodzi kwarantannę. Jeździł tam regularnie, jednak przez kolejne dwa miesiące nikt nie chciał mu jej pokazać (przypomnę, że schronisko miało wtedy innego właściciela, a kwarantanna trwa dwa tygodnie). 1 grudnia w końcu udało się. Sonia (W- 590), bo tak dziś wabi się ten czteroletni zwierzak, miała na brzuchu cieknącą ranę po sterylizacji i dren oraz problemy żołądkowe. Od leczenia zaczęła się więc ich przygoda. Czy żałują? Nie. Choć jak mówi pan Krzysztof, jego żona Elżbieta miała obiekcje, a przy pierwszym spotkaniu powiedziała do niego: „Co Ty? - cielaka do domu przyprowadziłeś?”, choć Sonia ważyła niecałe 40 kg, to dziś już 50. Jakie jest jej życie? Jest nauczona czystości, posłuszna, chodzi za panem krok w krok, a nawet biega - codziennie na działkę za rowerem. Nie lubi za to biegać za piłką, kijki jej wcale nie interesują, choć jak się naje, wywija maskotką Punią (po tym właściciele wiedzą, że już ma dość strawy). Mimo wagi nie je dużo. Pierwszy miesiąc po pobycie w schronisku rzucała się na jedzenie. Nie lubi się kąpać. Do wanny ją ciężko wsadzić, a w jeziorze się topi. Nie wchodzi na łóżka, ma swoje stałe miejsca w domu do spania. W nowym otoczeniu czuje się nieswojo, na podwórku króluje, biega za gołębiem, za kotem też...o ile on się nie odwróci. Nie jest agresywna - opowiada pan Krzysztof.

Czego dowodzi ta historia? Pies zaszczuty, niepewny, to pies mogący wykazywać zachowania agresywne. Cierpliwość, zainteresowanie, miłość, to klucz do psiego serca. Niestety, nasuwają się też inne wnioski. Nie było i nie ma w naszym mieście odpowiedniego systemu, wzoru postępowania w takich sytuacjach jak opisana powyżej. Zadziałali mieszkańcy, powstało „centrum dowodzenia” (u Romana Wiśniewskiego), które wezwało specjalistę z Trzcianki do pomocy. A czy to centrum dowodzenia, to nie powinien być UM, odpowiednie służby w Wałczu? Jeszcze jedno, kończąc optymistycznie. Akcja na Facebooku doprowadziła do powstania stowarzyszenia Razem dla Zwierząt, a nasze, zakończone sukcesem działania we wrześniu, zakończyłam wpisem „razem możemy więcej”. Naprawdę.

https://www.facebook.com/razemdlazwierzat/

Halina Spieczyńska, RdZ

 

(H. Spieczyńska RdZ)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

top 3 najczęściej czytane


REKLAMA

Komentarze (1)

AnnaAnna

2 0

Sama dzwoniłam na straż miejską kilkadziesiąt razy w "imieniu" Soni. Strażnik miejski poinformował mnie, że odlawiane są jedynie psy, które mogą stanowić zagrożenie dla człowieka. Procedury zwalniają strażników w przypadku gdy pies ma kaganiec.
Złożyłam oficjalną (Jak wówczas myslalam) skargę o znęcanie się nad zwierzęciem.
Powyższe sytuacja pokazuje, że ryba psuje się od głowy, a procedury w naszym kraju są mówiąc delikatnie mało humanitarne. 15:38, 08.07.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© extrawalcz.pl | Prawa zastrzeżone