W teorii system ochrony zdrowia ma być blisko obywatela. W praktyce, na przykładzie podziału środków na rehabilitację w powiecie wałeckim, widać, że urzędniczy dogmat o niepodzielności kontraktu jest ważniejszy niż realna dostępność leczenia. Podczas gdy 107 Szpital Wojskowy boryka się z gigantycznymi kolejkami, miliony złotych „odjeżdżają” do Tuczna, bo NFZ postawił na wygodę administracyjną zamiast na logikę medyczną.
Sytuacja w Wałczu to soczewka, w której skupiają się wszystkie patologie polskiego systemu finansowania ochrony zdrowia. Zniknięcie z mapy medycznej miasta Centrum „Puls” (NZOZ Puls) powinno być dla Narodowego Funduszu Zdrowia sygnałem do alarmowego wzmocnienia lokalnych placówek, w tym przede wszystkim 107 Szpitala Wojskowego z Przychodnią SPZOZ. Stało się jednak odwrotnie.
Z danych opublikowanych przez NFZ na rok 2026 wynika zdumiewająca dysproporcja. Szpital wojskowy w Wałczu – jednostka o strategicznym znaczeniu dla regionu, obsługująca największą liczbę pacjentów w trybie ambulatoryjnym – otrzymał kontrakt w wysokości niespełna 629 tys. zł. W tym samym czasie Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Tucznie zainkasował ponad 1,14 mln zł.
Problem nie leży w samej jakości usług świadczonych w Tucznie – placówka ta cieszy się dobrą renomą. Problem leży w geografii i logistyce. Przeniesienie lwiej części środków poza miasto powiatowe oznacza, że setki pacjentów, często osób starszych i z ograniczoną sprawnością ruchową, zostają zmuszone do sporych dojazdów.
Kluczem do zrozumienia tego absurdu jest informacja że istniała wola przejęcia jedynie części kontraktu po zlikwidowanym „Pulsie”, co pozwoliłoby zostawić resztę środków w Wałczu. NFZ był jednak nieugięty: kontraktu dzielić nie wolno.
To klasyczny przykład „silosowego myślenia” urzędników. Zamiast stworzyć elastyczną ofertę dla mieszkańców, Fundusz woli „skonsolidować” środki u jednego świadczeniodawcy, bo tak jest łatwiej zarządzać arkuszem w Excelu. Efekt? W 107 Szpitalu Wojskowym czas oczekiwania na rehabilitację w trybie stabilnym jest znacząco wydłużony. Szpital, by ratować pacjentów, generuje nadwykonania, za które płaci z własnej kieszeni, bo NFZ rzadko refunduje je w całości.
Sprawa Wałcza nie jest odosobniona. Polski system ochrony zdrowia pełen jest mechanizmów, które urągają zdrowemu rozsądkowi:
Kara za pracowitość: Szpitale, które leczą więcej pacjentów niż przewiduje sztywny kontrakt (nadwykonania), często nie otrzymują za to pieniędzy. NFZ de facto karze placówki za skracanie kolejek własnymi zasobami.
Pieniądz nie idzie za pacjentem: W systemie idealnym, to pacjent wybiera placówkę, a NFZ tam przesyła środki. W polskiej rzeczywistości pieniądze są „przypisane” do placówki na lata. Jeśli dobra klinika ma limit, pacjent musi stać w kolejce, nawet jeśli szpital obok ma puste łóżka, ale... nie ma kontraktu.
Fikcyjne „wolne terminy”: Systemy informatyczne NFZ często pokazują bliskie terminy zabiegów, które w rzeczywistości nie istnieją, bo placówka właśnie wyczerpała miesięczny limit punktów i przestała rejestrować.
Promowanie migracji medycznej: NFZ potrafi finansować drogie zabiegi w odległych województwach, odmawiając zwiększenia skromnych środków na diagnostykę na miejscu, co generuje dodatkowe koszty społeczne (dojazdy, zwolnienia lekarskie opiekunów).
Poseł Marek Subocz w swojej interwencji do zachodniopomorskiego oddziału NFZ stawia pytania, które powinny paść już dawno: jakie wskaźniki jakościowe decydowały o takim podziale środków? Czy sporządzono analizę skutków społecznych dla mieszkańców Wałcza?
Odpowiedź NFZ prawdopodobnie będzie sucha i techniczna. Jednak w debacie publicznej pozostaje niesmak. System, który zmusza niepełnosprawnego pacjenta do podróży między miastami, podczas gdy pod jego domem stoi nowoczesny szpital z kadrą i sprzętem, ale bez „punktów”, jest systemem chorym. W Wałczu rehabilitacja potrzebna jest nie tylko pacjentom, ale przede wszystkim sposobowi myślenia decydentów z Narodowego Funduszu Zdrowia.
Nie chodzi tu o promowanie lub nie, posła jednego, czy drugiego, bo obydwaj nasi przedstawiciele występują tutaj w tle, ale chodzi o fakt. Za poprzedniej władzy NFZ nie działał poprawnie i nowa władza miała go uleczyć. Choroba jednak postępuje. Czy wyszło na to, że wszyscy nas okłamują, a pacjent poczeka lub sobie podjedzie.
Piotr Kurzyna
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu extrawalcz.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz