Zamknij

3500 kilometrów zimą na rowerze

07:03, 05.03.2021 | M.K
Skomentuj
REKLAMA

O zimowej rowerowej wyprawie wzdłuż wszystkich granic Polski, o przygotowaniach i logistyce oraz planach na przyszłość z Pawłem Małaszko rozmawia Piotr Szypura.

Mieszkasz w Rewalu, lecz byłeś mieszkańcem Wałcza, kiedy nastąpiła zmiana miejsca zamieszkania i skąd ta pasja podróżowania?

- Przez 38 lat mieszkałem w Wałczu, a 4 lata temu przeniosłem się do Rewala. W tej nadmorskiej miejscowości prowadzę działalność gospodarczą. Pasja podróżowania zawsze we mnie była i kiedy stworzyły się możliwości, zacząłem realizować swoje marzenia i otworzyłem się na świat.

Jak narodził się pomysł takiej zimowej wyprawy?

- Pomysł takiej wyprawy wynika z mojego zainteresowania podróżami. Od kilku lat sporo podróżuję po świecie, po różnych kontynentach. Głównie pieszo, czy środkami komunikacji i odbywa się to w formule „aby do przodu”. Najwięcej rowerem jeździłem po Polsce i były to kilkudniowe przejazdy północ - południe. W sezonie letnim prowadząc działalność nie mogę sobie pozwolić na takie eskapady, więc zdecydowałem, że taki wyjazd zorganizuję w zimie. Początkowo zamierzałem dojechać rowerem z Polski do Indii i „pokręcić” się w tamtym rejonie. Niestety epidemia pokrzyżowała te plany, dlatego zdecydowałem, że zrealizuję dużą wyprawę w kraju. W październiku ubiegłego roku pojechałem do Ustrzyk Górnych i przejechałem aż do Szklarskiej Poręby, po drodze robiąc przystanki i przemierzając pieszo górskie szlaki, przechodząc łącznie kilkaset kilometrów.

Dlaczego akurat rowerem w zimie?

- Początkowo myślałem o wyprawie do Ameryki Południowej, lecz zrezygnowałem, ponieważ ten kierunek zrobił się mocno komercyjny. Zdecydowałem więc, że zostanę w Polsce i zrobię coś z przytupem. Jeżdżenie w poprzek kraju, czy też z północy na południe już było, skąd pomysł zimowej wyprawy rowerem wzdłuż granic Polski. Ponadto jak się dowiedziałem, nikt jeszcze zimą rowerem nie przejechał wzdłuż wszystkich naszych granic, więc chciałem być pierwszy.

Ile trwały przygotowania i na czym polegały?

- Wyprawę poprzedziły półroczne przygotowania. To nie jest tak jak latem, że wsiada się na rower, jedzie się i buduje formę w czasie wyprawy. Na zimowe, ostre warunki należy się dobrze przygotować. Decyzje o wyprawie podjąłem 10 lipca i od tego momentu wszystko się zaczęło. Przygotowanie techniczne, sprzętowe, fizyczne trwało ponad trzy miesiące, a przez 1,5 miesiąca przed samą wyprawą przejechałem rowerem prawie 2,5 tysiąca kilometrów.

Jak wyprawa wyglądała od strony logistyki?

- Wiedziałem ile kilometrów mam pokonać. Zaplanowałem 3,5 tysiąca i zrobiłem dokładnie 3504 kilometry i 400 metrów. Nie mogłem, tak jak latem, planować trasy ze sporym wyprzedzeniem, ponieważ dużą rolę odgrywała pogoda. Dlatego planowanie dziennych przejazdów odbywało się na 2-3 dni do przodu i to aura dyktowała mi na co mogę sobie pozwolić. Obserwowałem prognozy pogody i wybierałem drogi, które były drożne. W górach i na ścianie wschodniej drogi gminne i powiatowe były bardzo często nieprzejezdne, więc musiałem dostosowywać trasę do warunków atmosferycznych. Na każdym etapie wyprawy z powodu złych warunków musiałem wiele razy zawracać, zmieniać trasę i jechać inną drogą.

Jakiej długości odcinki pokonywałeś dziennie i jak rozwiązałeś sprawę noclegów?

- Najdłuższy odcinek dzienny jaki przejechałem to 107 kilometrów. Na zachodzie, chcąc jak najszybciej dojechać w góry, robiłem po 100 kilometrów dziennie. W górach ze względu na warunki i przewyższenia planowałem od 25 do 60 kilometrów, a robiłem od 75 do 100 kilometrów. W Bieszczadach zwolniłem i raz przejechałem 55, a raz 20 kilometrów. Średnio przebywałem na dworze 10 godzin. Zdarzało się, że musiałem pedałować w temperaturze od minus 16 do minus 20 stopni i tak przez 100 kilometrów. Do tego często śnieżyca i przeciwny wiatr. Wprawdzie miałem ze sobą namiot, lecz nie musiałem z niego korzystać. Koordynatorka wyprawy - której należą się ogromne podziękowania -  Anna Nadarzyńska zajmowała się logistyką. W tym trudnym czasie pandemii organizowała przede wszystkim noclegi.

Specjalnie się odżywiałeś, czy też twoje posiłki niczym nie różniły się od dotychczasowych?

- Moje dzienne zapotrzebowanie to 6 tysięcy kalorii. Do tego 4-6 litrów płynów. Jadłem więc za trzy osoby, jednak wysiłek i warunki sprawiły, że ważę tyle samo, co przed wyprawą a to  oznacza, że dobrze się odżywiałem i nawadniałem. Rano jadłem - z reguły u ludzi, którzy mnie gościli - bardzo obfite śniadanie, w czasie jazdy dostarczałem organizmowi sporo cukrów, a na zakończenie dnia spożywałem obiadokolację.

Jak na twój widok reagowali kierowcy i czy w zimie należy zachować na drodze szczególne środki ostrożności?

- Generalnie kierowcy reagowali na mój widok pozytywnie. Jednak zdarzały się niebezpieczne sytuacje. Pomiędzy Kłodzkiem a Nysą przez nieostrożną jazdę kierowców dwa razy wylądowałem w rowie i podobny przypadek wydarzył się w okolicy Nowego Sącza. Nie wszyscy kierowcy są tolerancyjni dla cyklistów. Należało uważać na łukach drogi, kiedy jechały duże samochody, ponieważ często spadały z nich duże płaty zmarzniętego śniegu. Wschód naszego kraju jest przepiękny, ludzie niezwykle życzliwi, a ruch na drogach znacznie mniejszy niż w pozostałych częściach Polski. Samochody często się zatrzymywały, kierowcy pytali czy nie potrzebuje pomocy.

Ile trwała wyprawa i jaki był jej koszt?

- Wyprawę rozpocząłem 1 stycznia 2021 roku, trwała 55 dni. Koszt to około 12 tysięcy złotych, a największy wydatek to sprzęt i nie mówię tu o rowerze. Byłem ambasadorem firmy odzieżowej Brubeck, która całościowo ubrała mnie w bieliznę termoaktywną i to był klucz powodzenia wyprawy. Lecz generalnie byłem ubrany w sprzęt górski, ponieważ producenci odzieży rowerowej nie są nastawieni na produkcję odzieży zimowej. Jeżeli już to ubranie na krótki 2-3 godzinny trening, a nie na 10-godzinną jazdę przy dużym mrozie.

Podstawą powodzenia była ciepła odzież, lecz przede wszystkim rower. Jak sprzęt się spisał?

- Rower musiał być codziennie serwisowany. Należało dbać o napęd, ponieważ bez tego rower by się rozsypał. Poważny serwis miałem w Przemyślu, gdzie wymieniłem łańcuch, koła zębate, rolki i pedały oraz dokonałem ogólnego przeglądu, wymieniając zużyte elementy. Aby dotrzeć do słupa granicznego nad Bugiem, musiałem pchać prawie 2 kilometry rower po bezdrożu w głębokim śniegu i cały mechanizm zamarzał, przez co straciłem kilka godzin, aby doprowadzić wszystko do porządku. Zaliczyłem kamień nad Odrą pokazujący najdalej leżący na zachód kraniec Polski, na południu najdalej dostępnym punktem dla mnie okazały się Ustrzyki Górne, wschód to słupek graniczny nad Bugiem, a północ to Gwiazda Północy.

Snujesz już plany na przyszłość? Możesz coś zdradzić?             

- Ciągle myślę o Brazylii i realizacji wyprawy do Indii. Chciałby również zimą odwiedzić okolice Bajkału w Rosji. Do Indii chcę dojechać rowerem, natomiast Brazylia to czysto podróżnicza wyprawa polegająca na zdrenowaniu jak największego obszaru różnymi środkami komunikacji. Jeżeli będą otwarte granice i jeżeli pozwoli na to sytuacja epidemiologiczna, na jesień tego roku będę planował wyprawę na subkontynent indyjski.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. archiwum Pawła Małaszko

(M.K)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (8)

PiotrekPiotrek

6 1

Brawo Paweł! 07:54, 05.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

AndriuAndriu

2 4

Znowu znajomy znajomego i znajomego ! A coz to sie stalo ze extra nawet o tym pisze.Dlaczego nie o wydarzeniach w Walczu? Wszyscy tam na ten Przemysl wracaja a pozniej na Ukraine bo polowa pochodzi stamtad.Ludzie ktorzy sa posiadaczami dzialek w Walczu nie mieszkaja w Walczu.Nawet nie pochodza z Walcza.Ciagnie na starosc w swoje strony. 12:51, 05.03.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Jan Jan

5 2

Widzę że u ciebie zazdrość pęka że ktoś dokonał więcej niż ty i jest doceniony za to jakie to ma w ogóle znaczenie skąd on pochodzi to na drugi raz jak otworzysz swoją paszczę pomyśl tym pustym łbem co piszesz o kimś 18:48, 05.03.2021


ArkuArku

6 1

Szacunek i gratulacje Pawle za wyprawę. Gratulacje również za odwage i wyprowadzenie się z tego gównianego miasta gdzie każdy chciałby ci wbić nóż w plecy.wszystkiego dobrego 13:07, 05.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

DoborDobor

2 1

Rozumiem ratowanie cudzego zycia czlowieka,kota niedzwiedzia ale udawadnianie komus a moze sobie tez i sobie wy nazywacie bohaterstwem. Ogarnijcie sie i przestancie pisac cyt."kazdy chcialby wbic noz w plecy" No to ja tez tobie wszystkiego normalnego

18:53, 05.03.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

SŁOWOSŁOWO

0 1

Wyprawa zimą już była!! https://sloworegionu.pl/polska-1/7218-rowerem-dookola-polski.html 20:29, 06.03.2021

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

Daniel J.Daniel J.

1 0

Była próba, ale nigdzie nie wyczytałem, że skończył tę wyprawę🙂🙂🙂 07:22, 07.03.2021


SłowoSłowo

0 0

Proszę : https://sloworegionu.pl/strzelin/7363-ekstremalna-wyprawa-zakonczona-sukcesem.html 22:19, 12.03.2021


REKLAMA
0%