Zamknij

O prawie wyboru

10:43, 02.11.2020 | P.K
Skomentuj
REKLAMA

Po czwartkowym orzeczeniu „Trybunału Konstytucyjnego” jest we mnie wciąż tyle emocji, że nie wiem od czego zacząć. Może zacznę od tego, że rząd (czyli, nie oszukujmy się, de facto Jarosław Kaczyński) z rozmysłem wyprowadził kobiety na ulice. Dzięki temu załatwi sobie kilka politycznych celów. To wprowadzenie (z pominięciem procesu legislacyjnego) niemal całkowitego zakazu aborcji; odwrócenie uwagi od tego, jak bardzo rząd nie radzi sobie z pandemią, by kiedy sytuacja będzie krytyczna (o ile jeszcze nie jest), powiedzieć: „To wina kobiet, które łamiąc wszelkie restrykcje podczas protestów rozniosły wirusa i to przez nie sytuacja stała się nie do opanowania. Nie mamy wyjścia: wprowadzamy lockdown, pamiętajcie, Polki i Polacy, że to przez protestujących”.

Wrócę jeszcze do Jarosława Kaczyńskiego, który już raz ugiął się pod presją wywieraną przez kobiety. Przypomnę, projekt ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne trafił kilka lat temu do Sejmu, został jednak odrzucony m.in. głosem samego Kaczyńskiego. Teraz ta sama osoba, która podporządkowała sobie Trybunał Konstytucyjny, zwany teraz Pseudotrybunałem lub Trybunałem Julii Przyłębskiej, wykonała wolę swojego pana. O ile wiem, TK nie jest od uchwalania prawa w tym kraju, od tego jest Sejm. No ale pod rządami PiS-u nie takie rzeczy się w Polsce działy.

Myślę, że większość protestujących kobiet i mężczyzn tak naprawdę nie chce aborcji, ale rozumieją, że istnieją takie sytuacje w życiu kobiety i jej rodziny, że staje się ona jedynym wyjściem. Żaden rozsądnie myślący człowiek nie traktuje aborcji jako metody zapobiegania ciąży, bo tak rządzący i Kościół próbują to przedstawiać. Obrońcy życia nie mogą pojąć, że ktoś może mieć odmienne zdanie i za wszelką cenę (pod groźbą kary pozbawienia wolności) próbują narzucać innym swój sposób myślenia, swoją wiarę i ideologię. Nie przychodzi im do głowy, że żyją w tym kraju ludzie niewierzący, że kobiety tak kluczowe kwestie związane z ich intymnym życiem są w stanie rozstrzygnąć same, biorąc pod uwagę swoją sytuację materialną, rodzinną, zdrowotną, biorąc to na swoje sumienie i swoją odpowiedzialność. Kobiety nie chcą i nie potrzebują, żeby ktokolwiek podejmował decyzje w ich imieniu. Same są do tego zdolne. Rozumieją, że jakakolwiek będzie ta decyzja - będą musiały z nią żyć do końca. One same. Nikt inny.

Obrońców życia w wersji lokalnej mam także wśród swoich znajomych. Każdego dnia ci fundamentaliści atakują mnie, zachęcając do zapoznania się z - jak oni to nazywają - świadectwem kobiet, które usunęły ciąże. Oczywiście w ich relacjach są to kobiety w traumie, depresji, zawsze nawrócone, które żadnymi sposobami nie mogą poradzić sobie z tym, czego dokonały. To oczywiście bardzo przykre i pewnie prawdziwe, ale chciałabym zwrócić uwagę, że to była ich decyzja. Miały wybór. Po orzeczeniu Pseudotrybunału inne kobiety tej możliwości już nie będą miały. Obrońcy życia zapominają także, że istnieje druga (a nawet trzecia i czwarta) strona medalu. Są kobiety, które usunęły ciąże z różnych powodów (podziemie aborcyjne istnieje i będzie istnieć) i nie spowodowało to trwałych urazów na ich psychice. Nie oceniam tego, ich sprawa. Uważam, że lepsze to niż martwy noworodek w sortowni śmieci.

Chciałabym się skupić na sednie sprawy, czyli usunięciu przesłanki embriopatologicznej, zwanej eugeniczną. Trybunał Julii Przyłębskiej orzekł, że zabieg przerwania ciąży z uwagi na ciężkie i nieodwracalne wady płodu będzie już niemożliwy. To (wbrew kłamliwym twierdzeniom niejakiego Jakiego) nie tylko zespół Downa, ale przede wszystkim zespół Edwardsa, Patuaua, bezmózgowie, bezczaszkowie, brak serca lub krytyczne wady serca i wiele innych. Takie wady powodują, że dziecko obumiera w łonie matki, często stanowiąc zagrożenie dla jej życia, umiera zaraz po porodzie lub krótko po nim - jak mówią lekarze - w ogromnych, nieustających męczarniach. Jeśli ktoś ma tyle siły, by donosić ciążę, która skończy się w ten sposób, wybierać trumienkę zamiast łóżeczka, miejsce na cmentarzu zamiast wózka - nikomu nic do tego. To samo powinno być w sytuacji przeciwnej. Jeśli kobieta wie, że nie udźwignie widoku konającego w cierpieniach dziecka, powinna mieć możliwość legalnego przerwania ciąży.

Internet pełny jest historii kobiet, które z powodu fanatyzmu lekarza zostały pozbawione możliwości usunięcia ciąży z wadą letalną - patrz „dziecko profesora Chazana”. W rozmowie z Magdaleną Rigamonti matka tego dziecka tak je opisywała: „wodogłowie, brak części kości czaszki, w miejscu nosa dziura, rozszczepy kości policzkowej, wypłynięte oczy, brak powiek”. Żył 10 dni w ogromnym cierpieniu od początku skazany na śmierć. Rodzice do dzisiaj nie potrafią sobie poradzić z tym, co widzieli, zapamiętają swoje dziecko jako kompletnie zniekształconego człowieka, który przez całe swoje krótkie życie wyłącznie cierpiał. Takich historii jest całe mnóstwo. Niektóre kobiety, które zdecydowały się urodzić śmiertelnie chore dzieci, są szczęśliwe, że miały dla nich choć ten krótki czas, mogły je (czasami) przytulić, wziąć na ręce, pogłaskać po rączce (o ile się wykształciła). Inne wyznają, że żałują swojej decyzji o donoszeniu ciąży, że nie są w stanie zapomnieć widoku cierpiącego noworodka, wpadły w depresję, alkoholizm, a ta trauma miała wpływ na całą rodzinę. I zwracają uwagę na jedno: to nie są dzieci niepełnosprawne, upośledzone, które można pielęgnować i rehabilitować, poprawiać ich stan, wozić w wózku, zabierać do parku, na przyjęcia rodzinne. Te dzieci nie opuszczają szpitali albo hospicjów perinatologicznych, o ile w ogóle jest w nich miejsce. Są podłączone do aparatury, z każdego otworu w małych ciałkach wystają rurki. Co ważne, lekarze stwierdzają, że ludzki płód jest zdolny do odczuwania bólu po 24. tygodniu ciąży. Można więc letalnie choremu dziecku tego bólu zaoszczędzić i przerwać ciążę, zanim w ogóle zacznie go odczuwać…

Musi być wybór. I ja będę o ten wybór walczyć. Już nie dla siebie, ale dla mojej bratanicy, bliskich mi młodych kobiet i dziewczynek, przyszłej synowej, każdej kobiety, która została tego wyboru właśnie pozbawiona.

(P.K)

Redaktor Naczelna tygodnika ExtraWałcz. Gdzie diabeł nie może tam kobietę pośle. Trudnych tematów dla niej nie ma, a o tych co niektórzy nie chcą mówić, to ona o nich napisze. Obrończyni psów, kotów i nietoperzy, a ludzi też toleruje.

Zuzanna Błaszczyk-Koniecko 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz